13 marca 2025
Przychodzę z serią kadrów niedostojnych, cierpliwych, długotrwałych, przywołujących komfort, który daje tylko to konkretne zestawienie ścian w przestrzeni. To, co opowiem, to nudną historię, która ma w sobie tyle uniwersalności i rutyny, że nie będzie chciała pozostawić za sobą śladu w pamięci. Jednej nocy malowałam dziesięć razy na jednym płótnie powtarzający się refren, by dążyć do nieosiągalnego. Malowałam z wewnętrznej potrzeby znalezienia pewnego komfortu, a potem zatrzymania go na dłużej, by się nie rozpadł i nie rozwiał. Myślałam, że w sztuce nie ma miejsca na nijakość. A potem przyszedł mój kot i powiedział, że powinnam te obrazy wystawić, bo przedstawiają jego ulubione miejsce. A w tę nijakość mogę się przyozdobić, bo jestem tylko zwykłym człowiekiem. Kolory, które widzę, mają dużo wdzięku, który można wydobyć tylko poprzez impuls. A ubóstwo i nuda kompozycyjna to najlepsza obietnica naturalności życiowej dzieła. Może światełko w lodówce jednak gaśnie przy zamknięciu, a pod łóżkiem nie ma potwora, tylko jedna skarpetka.
Natalia Snażyk









